Polaroids

Czas, aby zacząć nadrabiać zaległości w zdjęciach. Dokładnie ich zamieszczaniu. 

Do galerii dodałem nową kategorię - POLAROIDS. 
Będą tam się pojawiać nowe Polaroidy z SX-70, 600 series oraz Impossible Instant Lab. 

Work in progress.... czyli wołanie klisz 120 samemu!

Stało się.... O ile wywoływanie klisz 4x5", 8x10" musiałem robić sam z racji kosztów to mniejsze formaty (35mm, 120) oddawałem do labów. Za labami przemawiała szybkość – bo czas wołania to tylko jedna godzina – jednak jak zawsze coś za coś. Laby mają to do siebie, że chemia jest zmieniana z konieczności a nie z powodu utrzymania jakości. Dwa – jest to proces automatyczny nie ręczny co oznacza, że zdajemy się na pracę automatu a nie na nasze wymagania/oczekiwania.

Kolejna sprawa, jak już chciałem przejść na wołanie ręczne w labie, to tu pojawiał się wydłużony czas - średnio 3-4 dni robocze no i cena nie mała. O ile przy jednej dwóch rolkach nie ma to znaczenia – to jak pojawia się ich 6-8 sztuk cena zaczyna być wysoka a znowu czas oczekiwania wcale się nie skraca.

Po ostatnich perypetiach, gdzie oddane filmy leżały 3 dni i były robione dopiero ostatniego dnia powiedziałem sobie dość. Trzeba się nauczyć samemu wołać te formaty.

Tak tez się stało. Koreks był, chemia też, musiałem tylko uzupełnić zapas szpul do zakładania filmów.

Początkowo „na sucho” ćwiczyłem nawijanie klisz na rolki, ale przypomniałem sobie, że przecież mam cienię z podglądem na żywo! Problem nawijania klisz rozwiązany ;)

Gdy klisze miałem załadowane przyszedł czas wołania. Oczywiście po co sobie ułatwiać jak można dodawać adrenaliny? W tym przypadku nie zastosowałem normalnego wywoływacza a tylko taki bardzo skoncentrowany. Wybór padł na Foma Fomadon R09 (odpowiednik Rodinala), z rozcieńczeniem 1 do 25, przy 20 stopniach. Chemia została odmierzona precyzyjnie (do mililitra)  i zaczęło się!

Cały proces przeprowadziłem w Jobo Processor, na koreksach Jobo. Z grubsza po 26 minutach uzyskałem poniższy efekt. Z klisz jestem zadowolony bardzo, bo się udało, bo miałem wpływ na proces, bo zrobiłem to sam, bo koszt wołania zmniejszyłem do minimum. :-D

Teraz trzeba tylko znaleźć lepszą hurtownię klisz ;)  i samowystarczalność na całego.

Pozostało tylko zrobienie skanów i wrzucenie dla Was na stronę. 

image.jpg

Reklama dźwignią handlu ;)

Kreatywność i działanie na pograniczu tolerancji to to, co zawsze do mnie przemawiało. Często jednak nie ogląda się takich połączeń, bo niesmak, bo pomysł, bo ludzie, bo Smoleńsk. A tu proszę, przeglądając newsy na Reddit znalazłem zdjęcie szyldu na drzwiach zakładu fotograficznego ;)

Nic dodać nić ująć :-D

Photograph by abhishekverma and used with permission

Photograph by abhishekverma and used with permission


Olympus Trip 35 - nowa zabawka

Olympus Trip 35

Bezlusterkowce wkraczają na salony od jakiegoś czasu. Marki Olympus na równi z Fuji wiodą prym w tym segmencie. Nie tylko w kwestii jakości obiektywów, szybkości pracy autofocusa czy nowatorskich rozwiązań usprawniających robienie zdjęć (np. 5-osiowa stabilizacja matrycy), lecz również dzięki designowi. To dzięki takim pierwowzorom takim jak Olympus OM, Trip czy Fujica ST bezlusterkowce sprzedają się lepiej niż lustrzanki.  Moda – czy design lubi zataczać koło – i teraz to właśnie się dzieje. Lata osiemdziesiąte czy dziewięćdziesiąte przodowały w krzykliwy kolorowy plastik, natomiast dzisiaj prestiż wyznacza styl retro, imitacja skóry (bądź prawdziwa jeżeli nie patrzy się na cenę) oraz czerń połączona z chromem.

 

Dzisiaj przedstawiam taki pierwowzór – Olympus Trip 35.

Jak przystało na aparat klasy przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych oczywiście jest to klisza, format 35mm, pełna klatka a jak ;), kompaktowa obudowa mieszcząca m.in. obiektyw 40mm ze światłem 2.8 (dzisiaj trzeba trochę wydać aby to był standardowy obiektyw), pomiar światła wbudowany w obiektyw, dwa zakresy pracy A-automat i manualny dobór przesłony.  Zakres prac ISO to 25-400, niby mało, ale to aparat Trip co oznacza, że ma sprawdzić się w naszych podróżach a jak podróże to słońce a jak słońce to ISO 400 jest w 100% wystarczające. A jak przyjdzie wieczór to mamy jeszcze zewnętrzny flash i sprawa załatwiona. Migawka pracuje w czasach 1/40 – 1/200 sekundy co w zupełności wystarczy do uchwycenia większości sytuacji.

Mój egzemplarz kupiłem na Allegro za 25 zł ;) ,….fakt był tak brudny jak by spędził wakacje w du… a nie na wakacjach, ale odratowałem go.

Na rozgrzewkę załadowałem film ILFORD PAN 100 (czarno biały), 36 klatek poszłooooo… i teraz czekam na wywołanie. Już niebawem zamieszczę zdjęcia. Jak i czy wyjdą zobaczymy.

Stay tuned!


Fuji GA645 – MF Point-and-shoot camera

Pod powyższym tytułem kryje się mój nowy nabytek – nie pamiętam już jaka była historia dlaczego taki model kupiłem – istotniejsze jest to co ten aparat posiada.

Każdy dostępny szanujący analog czy to mały obrazek (35mm) czy średni format (od 6x4,5 do przynajmniej 6x9) wymaga od nas wiedzy na temat konstrukcji, pomiaru, ustawień, czyli wszystkiego tego co jest niezbędne do robienia zdjęć. Ale zaraz - co z tymi, którzy nie chcą o tym myśleć, albo wolą skupić się na kadrze? – tu przychodzą z pomocą aparaty typu Point-and-shoot.

Są to praktycznie te same konstrukcje, jednak przygotowane tak (pozbawione większości przycisków), aby przysłowiowy Kowalski myślał tylko na zrobieniu zdjęcia i co najwyżej założeniu nowej kliszy. Segment małego obrazka (35mm) zdominował ten rynek  - można znaleźć tu przeróżne konstrukcje, wersje, edycje czy modele. Wszystko służy jednak jednemu celowi – robieniu zdjęć. Z racji gabarytów format ten przyjął się najlepiej – bo mała klisza oznacza mniejszy, bardziej kompaktowy aparat – i tak tez się stało.

Jednak co z miłośnikami średniego formatu (klisza 120mm)? -  wśród nich byli tacy, którzy też chcieli mieć „automaty” a jednocześnie cieszyć się ze znacznie lepszej jakości zdjęć niż 35mm. Wtedy to różne firmy wprowadziły do swojej oferty rozwiązania, które stały się raczej uzupełnieniem linii aparatów w 100% analogowych niż produktami flagowymi. 

Takim aparatem jest prezentowany Fuji GA 645 - który niedawno do mnie zawitał. 

W skrócie.:
- oczywiście średni format na kliszę standard 120/220 (15 lub 30 klatek)
- format klatki 6x4,5cm ;)
- Obiektyw Fujinon Super-EBC f=60mm 1:4
- Autofocus! Hybrid active/passive auto-focus, focus lock i manualny zone focus.
- Funkcje zdjęć: Program, Priorytet przesłony i tryb manualny
- Migawka 2" - 1/700
- Kompensacja ekspozycji +/- 2 EV
- Jasny wizje z automatyczną korekcją parallaxy
- Automatyczne nawijanie, przewijanie i zwijanie filmu
- Wbudowany pop-up fill flash (GN 12)
- Waga: 815g bez baterii

Testowanie aparatu przeprowadziłem dość niestandardowo, bo zamiast użyć zwykłej kliszy to nie dość, że zacząłem pracować na nieznanym mi aparacie to jeszcze zastosowałem ILFORDY Delta 3200 przy ISO 1000 a wywołane na 3200! ;) 
W następnym poście będzie galeria przykładowych klatek z powyższej kombinacji. 

A co do samego aparatu? 
Najważniejsze - poręczny, mega poręczny, lekki jak na swój format. Cichy nie jest, ale to wina elektroniki (zresztą klapiące lustro w Hasselbladzie też swoje wnosi) no i systemu przewijania klatek - co swoją drogą działa jak należy. Pomiar ekspozycji wyszedł jak najbardziej poprawny (sprawdzałem ze światłomierzem). Ciekawostką jest, że standardowo trzymając aparat w poziomie otrzymujemy zdjęcia pionowe ;) (pierwszy raz z czymś takim się spotkałem (oczywiście Hasselblad to wyjątek przez rozmiar kwadratową klatkę). Kardy wyszły ostre i trafione w punkt, co prawda nie robiłem zdjęć obiektów "w ruchu" ale to jeszcze się sprawdzi. 
Jak dla mnie kilka godzin na ulicy spędzone z tym aparatem to była czysta przyjemność i odpoczynek dla rąk po wcześniej noszonym Hasselbladzie. Sprawdził się tam gdzie trzeba było szybko złapać ostrość, kadr i zrobić zdjęcie zanim ochroniarz nie przypałętał się - a to nie takie proste o kiedy nowe budynki naszpikowane są kamerami. ;) 
Zabawka jest nowa, więc i będą nowe wyzwania, dlatego czekajcie na nowe kadry i uwagi na temat tego wyjątkowego aparatu!
 

The Impossible Instant Lab!

The Impossible Project INSTANT LAB

Jakiś czas temu pisałem o tym, że dobrodziejstwem firm takich jak The Impossible jest przywrócenie do życia Polaroida, pisałem też o tym, że dzięki ich rozwiązaniu zakręciłem się na punkcie wielkiego formatu – 8x10” – jednak znalazłem rozwiązanie, które budziło mieszane emocje. Mowa tu o rozwiązaniu Instant Lab – czyli urządzeniu, które zamienia zdjęcie cyfrowe (np. z iPhonea) na analogowe – Polaroida właśnie.

Nie jestem sceptykiem, ale od dłuższego czasu przyglądam się rozwiązaniom, które starają się te analogowe – czy to konstrukcje aparatów, emulatory klisz, ziarna filmowego, przeróżne filtry - symulować. Niestety zawsze wychodzi jakiś mankament, który przypomina nam o tym procesie…. I pojawia się rozczarowanie. Być może dla większości będą to prawie niezauważalne detale, ale dla tych którzy choć raz zasmakowali magii fotografii analogowej gorycz pozostanie.

O jakiegoś czasu na rynku było głośno za sprawą Instat Labu – bo to drogi, bo plastik, bo symulacja klasycznego aparatu – przyznam, że miałem podobnie. Być może gdybym mógł szybciej przetestować tą zabawkę, szybciej zmieniłbym swoje zdanie, jednak nasze sklepy ofertowały tylko zafoliowane pudełka a YouTube to za mało.

Na fotografii nie oszczędzam,….mój wrodzony GAS,…jednak tu miałem obiekcje – kupić zabawkę i po tygodniu rzucić ją w kąt to było za dużo. Tradycyjnie przeglądając eBay znalazłem Instant Lab,… patrzę aukcja 150PLN na początek,.. a co mi tam, zalicytowałem i zapomniałem. Po jakimś czasie eBay przypomniał się sam ;) Congratulations – you have won the auction!

I tak oto za 150 PLN kupiłem używanego Instanta.

Samo urządzenie jest bardzo proste. U podstawy znajduje się mechanizm Polaroida z systemem naświetlania zdjęć, powyżej „komin” który zapewnia odpowiednia ogniskową a na samej górze tacka,  na której umieszcza się telefon a do edycji i wyzwalania zdjęć służy aplikacja The Impossibe.

Pierwsze próby przeprowadziłem na wkładach Polaroid 600 v. 2.0, te ,które mają lepszy kontrast i szybszy czas developmentu chemii (wywoływanie zdjęcia).

Pierwsze dwa zdjęcia wyszły super, ale pozostałe wychodziły po dwa, albo wcale.

Różne opinie słyszałem o wkładach i wiedziałem, że tak może się dziać, jednak trochę boli jak tylko 2 na 8 zdjęć wychodzi. Przeprowadziłem jeszcze kilka testów na zmarnowanych wkładach i zauważyłem, że wewnątrz musi przeszkadzać coś co podaje wkłady.

Długo nie czekałem i napisałem do supportu The Impossible. Pamiętam jak pomogli mi w innej sprawie wiec i tu liczyłem na pomoc w rozwiązaniu problemu. Opisałem całą sytuację, przesłałem zdjęcia poglądowe i zająłem się czymś innym. Jak mogłem się spodziewać dział wsparcia odezwał się szybko. Przyczynę znaleźli inną niż się spodziewałem tzw. „magnet problem” – opisali procedurę i poprosili o podanie nr zakupionego produktu. Wyjaśniłem, że numer posiadam, ale że jest to egzemplarz z eBay nie znam jego historii. Wtedy pojawił się mail, który mnie w radosny sposób zabił.

„Prosimy o odesłanie posiadanego egzemplarza do naszej fabryki w Holandii a odeślemy nowy”

Jak obiecali, tak zrobili i po kilku dniach pojawił się kurier. Przywiózł nowiusieńki, pachnący i w najnowszej wersji The Impossible Instant Lab Universal!!!! Ttaaadddaaaaa!!!

Poniżej kilka zdjęć (nie skany a zrobione komórką), ale już po pierwszym zauważyłem, że wszystko pracuje jak należy.

Teraz czeka mnie tylko przygotowanie ciekawych kadrów i przerzucenie ich na Polaroidy, ale te ;) ustawiły się już w kolejce w lodówce. 

Impossible B/W 2.0 bo najważniejsze to mieć co jeść....

Dzisiaj dotarła do mnie przesyłka z The Impossible Project - a dokładnie nowe wkłady Polaroida 600 B/W wersja 2.0! Nowa generacja wkładów zawiera ulepszoną chemię, bardziej nasyconą czerń oraz szybszy czas wywoływania. 
Wg mnie nowa jakość prezentuje się wspaniale! The Impossible przszło niemałą drogę, aby uzyskać efekt 2.0 - słyszałem, że do tej operacji zatrudnili exPolaroidowca, który pomógł opracować nową chemię.
Do mnie przyszły wkłady serii 600 - chyba najbardziej popularnej, dzisiaj natomiast do sprzedaży trafiła wersja 2.0 standardu SX-70 ;) Czyli niedługo pojawi się Spectra i oczekiwany przeze mnie format 8x10"! Wtedy to będzie się działo ;) 

i mała próbka nowych wkładów ;)