Sumo Annie Leibovitz

Kiedyś pojawił się album Helmuta Newtona z serii SUMO – wtedy wszystko w tworzeniu albumów (jakość zdjęć, wielkość, wagę) nabrało nowego znaczenia. Zaznaczyć trzeba, że nie chodzi tu o wydanie kolejnego albumu zamykającego projekt – tu mistrzem jest Araki, który wydał już ponad 200 albumów – ale utworzenie takiego, który będzie podsumowaniem pewnego, twórczego okresu. 

Dzieło Helmuta wzbudziło więcej zazdrości niż kontrowersji. Bo edycja limitowana (dopiero po jakimś czasie pojawiła się wersja dla „zwykłego” czytelnika), bo podpisana przez Autora, bo wartość jest odpowiednia (dzisiaj Sumo w edycji limitowanej chodzi po 10K € ;), bo dedykowany stoliczek pod album zaprojektowany przez Starcka.

To była tylko kwestia czasu, że pojawi się inny fotograf, który będzie chciał dołączyć do Helmuta.

476 stron, 26kg, specjalny stoliczek, 40 lat pracy – to dzisiaj ma do zaoferowania album Annie Leibovitz. Wydawnictwo TASCHEN, seria Sumo, czyli wchodzimy na pułap Helmuta. W albumie znajdziemy zdjęcia ikony (np. Whoopi Goldberg czy Patti Smith), zdjęcia oczywiście wysokiej, jakości , 50 x 69 cm, czyli tak, jak powinno się je oglądać, aby czuć przekaz autora.

Same zdjęcia są oczywiście kontrowersyjne, ale nie jest to kontrowersyjność w stylu Terry Richardsona a jakości kadru i tym, że gdyby ze zdjęć usunąć przedstawione na nim gwiazdy zdjęcia byłyby „zwyczajne”. Zdjęcia Leibovitz zawsze budziły mieszane uczucia,…ale może i dobrze bo im więcej się  o czymś mówi tym do większego grona odbiorców dociera J