Co ma wspólnego Hasselblad 500C/M i "Licencja na Zabijanie"?

               Kto nie zna Bonda? Pewnie znajdzie się trochę osób co go nie oglądali - ale napewno każdy o nim słyszał. Są fani i są anty, ja zdecydowanie należę do tych pierwszych. Każdy odcinek obejrzałem kilka, jak nie kilkanaście razy - bez znudzenia, zawsze z tym samym wkręceniem i zawsze jakby "na nowo". Tak było i tym razem.
Dla odmiany w przekazie politycznych śmieci TV pokazał Bonda - Licencja na Zabijanie z 1989 (a może data to nie przypadek? ;) patrząc ile brzóz stało się symbolem przed zbliżającym się jak co roku lądowaniem.."). 

Ale wracając do filmu. Gdyby nie fotografia, gdyby nie moja ulubiona marka Hasselblad, pewnie nie zwróciłbym "aż tak" uwagi na kilka kadrów, gdzie Bond (Timothy Dalton) chciał zabić Franza Sancheza (Robert Davi). Niezastąpiony Q przygotował dla Bonda zestaw (podręczna walizka), który otworzył mi oczy.:

W pełnej klasie Hasselblad 500 C/M z kasetą A12 (6x6), pryzmatem 45', standardowym obiektywem 80mm

W pełnej klasie Hasselblad 500 C/M z kasetą A12 (6x6), pryzmatem 45', standardowym obiektywem 80mm

Dodać jeszcze trzeba Magazynek A12 z pociskami ;) 

i otrzymamy piękny zestaw do strzelania ;) 

Żeby nie było,... jak Bond to gadżety - więc Q musiał dodać coś od siebie. Do gripa podłączył komputer, który zaprogramował Hassela na strzelanie tylko z rąk Bonda. Śmieszne, że w Skyfall-u (2012)  było to unikalne rozwiązanie ;) 

Jak to zobaczyłem byłem posikany ;). Oczywiście film jest już nagrany a ja zastanawiam się gdzie jeszcze Hasselblad wstawił swoje aparaty. 

 

Na koniec jeszcze ukłon w stronę Polaroida (były oryginalne wkłady chlip, chlip). Oprócz zmodyfikowanego Hasselblada Q przygotował jeszcze jedną zabawkę - Polaroid z serii Image System na wkłady Spectra film. Dzisiaj aparaty te są jeszcze na chodzie dzięki firmie The Impossible jednak nie mają funkcji jak na Bondzie - nie potrafią strzelać laserem ;-)))))))))))))))